Przejdź do głównej zawartości

Jak pisałam bloga - pandemicznych wspomnień część V

 


Kiedy rozpoczęła się narodowa kwarantanna, a było to 12 marca 2020 roku, postanowiłam, że na swoim blogu będę codziennie pisać teksty o własnych przeżyciach związanych z tym wydarzeniem... Oprócz poczucia obowiązku wobec przyszłych pokoleń, żeby wiedziały jak to ongiś bywało, pisanie spełni wobec mnie funkcję terapeutyczną. W końcu mam być zamknięta na 48 metrach, kwadratowych rzecz jasna, przez... przez.... może dwa tygodnie... A potem trwało, trwało, trwało.... 

23 kwietnia 2020 czwartek

Piszę tekst nr 42. A to oznacza, że narodowa kwarantanna liczona przeze mnie tyle trwa. Właśnie następuje zjawisko zwane odmrażaniem gospodarki. Staram sobie zrobić przysłowiowe jaja z dopuszczeniem do ruchu w lesie istot na dwóch nogach. A to się zwierzyna zdziwi, no nie?

Kończą się moje swobodne spacery z sunią. Piętnastometrowa smycz treningowa zostaje schowana. Wraca smycz automatyczna. Kulka jest zdziwiona. Zaczyna tęskni ć za poprzednia swobodą. Ludzi wokół coraz więcej. Naród wychodzi z mieszkań niczym bohaterowie filmu „Surogaci” po awarii ich robotów, znaczy się surogatów. Większość zamaskowana, czyli w przesławnych maseczkach. Lub chustkach na twarzy. Lub kominiarkach kojarzących się z filmami kryminalnymi lub tymi o terrorze. Niekoniecznie wirusowym.

Rozmawiamy na spacerze. Normalnie. Moi znajomi emeryci nie narzekają. Fajnie było. Wreszcie opróżnili barek z pozostałości. Procentowych. Przy okazji potańczyli. Wesoło było.

Nie wszystkim. Znajoma emerytka nadal jest ciężko przerażona i nie chce rozmawiać. Odsuwa się ode mnie na odległość przekraczającą przepisowe dwa metry. Mówi, że wirus jest po to, by wybić starsze pokolenie. To zmowa młodych, co to władzę, pieniądze i wszelkie spadki chcą zagarnąć.

Aha, czyli w tę stronę idą teraz teorie spiskowe.

Próbuje jej wyjaśnić, że na takiej mnie to nikt się nie dorobi. Emerytura nie jest dziedziczna. Znajoma nie wierzy, że nie posiadam majątku. Każdy coś posiada.

Tak, mam psa. Gdyby dopadł mnie wirus, pewnie wylądowałby w schronisku...

Dobrze, nie będę się z ludzi nabijała. Każdy ma prawo do orgazmu.... choroba, co mnie napadło z tym orgazmem...

Po raz pierwszy od czterdziestu dni idę do sklepu. Nic się nie zmienił. Sklep. Jakaś pleksa tylko wisi nad głową kasjerki.

Pomidory takie same. Nawet marchewka się nie zmieniła. Pomyślałam, że kupię cukier i sprawdzę, czy nadal słodki. Zrezygnowałam. Cukru używam niewiele lub nawet wcale. Nie będę chomikować. Gorzały pędzić nie umiem.

Pieniądze też takie same. Oczywiście, preferowana opłata kartą. Tyle tylko, że w portfelu zalega mi gotówka wybrana z bankomatu na początku kwarantanny na wypadek... Właśnie... Wypadek czego? Trzeba się jej pozbyć. Płacę gotówką. Dostaję resztę.

Na monetach i banknotach też wirus żyje. Pięć złotych, co ja mówię, dziesięć groszy, no nie, jeden grosz reszty może stać się przyczyną tragedii czy popadnięcia w chorobę.

W telewizji coraz więcej relacji ludzi, którzy koronawirusa przeżyli. Straszna choroba. A przechodziłaś kobieto „różyczkę” w wieku 18 lat, albo „świnkę” w wieku 36? O anginie z temperaturą 40 stopni zapomniałaś? A co ty wiesz o rzyganiu po operacji przez całą dobę?

Uwaga, uwaga! Kto zna przyjemną chorobę?! Ręka do góry!

Też, z pewną taką nieśmiałością, dziennikarze zaczynają szukać osób, które w czasie zarazy chorowały nie na zarazę. Nastawienie służby zdrowia na wirusa spowodowało, iż zapomniano o innych chorobach.

Nie słychać o zawałach, udarach, złamaniach nóg lub rąk, o ataku kamicy nerkowej lub żółciowej... Słowem – świat choruje tylko na wiadomą chorobę.

Piszę tekst o pustym jednoimiennym szpitalu w Łomży. Na 476 łóżek – około dwudziestu zajętych.

Mam coraz więcej wątpliwości...

A teksty blogowe piszą się praktycznie same... jest się z czego pośmiać.

Aha, najważniejsze – wybory zaczynają górować nad małym, wrednym hitlerkiem. Proporcje: 70/30 dla polityki w telewizji i internecie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Narodowa kwarantanna XLVII – Do przodu żyj!

     film na dziś - „Pół żartem, pół serio” Informuję, że wszystko idzie do przodu. Strach opanowany. Ludzie wychodzą na ulice. Człowiek zaczyna rozmawiać z człowiekiem. Coraz więcej samochodów. Wraca sens włączonych świateł na skrzyżowaniu. Nawet, o dziwo, liście na drzewach zaczęły rosnąć. Wiem, że wiosna, ale susza. Istniało niebezpieczeństwo, iż w ogóle nie wyrosną. Kolejny mądry w ratuszu wydał rozkaz koszenia trawy, której nie ma. W internecie podniósł się wrzask. Ponoć kosiarka zjechała z placu boju. Syn na działce wykopał nowy dół i przeniósł „sławojkę”. Zastanawiam się, co posadzić w miejscu starej. Gleba powinna być żyzna. Taki czarnoziem. Jeszcze tylko za dużo aut przed blokiem. Ludzie jak widać nie pracują. Jeszcze brak szkolnego hałasu. Wszak szkoła blisko mnie. Ale małolatów coraz więcej. Niektórzy mają gdzieś zakazy grupowania się. Łażą piątkami, szóstkami i jak jest im wesoło. O ile na początku kwarantanny jeszcze rozmawiali o szk...

Narodowa kwarantanna XXXIX - Placebo

20 kwietni 2020                             film na dziś "Żądło" Dziś będzie raczej nudno. Wszystko dlatego, że wczoraj była niedziela. A niedziela na prowincji zawsze jest nudna. Nie bierzmy pod uwagę imprez typu odpust czy festyn, bo te są w wyznaczonych miejscach i nudy wiejącej z ulic prowincji nie likwidują. Jeśli dodamy do tego stan kwarantanny, to możecie sobie wyobrazić spokój, ciszę i bezruch .... Wczorajszy spacer z psem poświeciłam właśnie wędrówce wzdłuż jednej z najbardziej ruchliwych ulic. Ma cztery pasy, dwa w jedną, dwa w drugą stronę. Tędy wiedzie najliczniejsza linia komunikacji miejskiej (w normalny dzień autobus co 10 minut). Tutaj też, w niewielkiej odległości od jezdni znajduje się słynny na całą Polskę szpital, obecnie jednoimienny. Znaczy się koronawirusowy. Poszłam więc chodnikiem wzdłuż szpitala. Na trasie do mini galerii handlowej nie spotkałam nikogo. Minęłam natomiast dwa s...

Narodowa kwarantanna XLII – Pełna para w sądach!

23 kwietnia 2020 film na dziś "Dwunastu gniewnych ludzi" I tradycyjnie.... Kolejny dzień za nami.... I ludzi coraz więcej. Na ulicach, w sklepach i terenach, ongiś zielonych, teraz zieleniejących się. Bo susza. W sieci coraz więcej artykułów o braku wody. Mój kolega nawet z tego powodu się zdenerwował. Zarzucił dziennikarzom, znaczy się „pismakom”, że suszą straszą ludzi, a już niedługo wymyślą powódź lub gradobicie. Stulecia oczywiście. Cóż, dziennikarz zawsze szukał sensacji, czyli materiału do napisania, bo taka jego praca. Im gorszy, tym lepszy, bo większe zainteresowanie. Już o tym kiedyś pisałam. Powtórzę – moje spokojne felietony nie wzbudzały zainteresowania. Te, z wyzywającym tytułem – a jakże! Widać ludzie wolą czytać o złych rzeczach, skoro one się lepiej sprzedają. A „pismak” to też zawód. Człek po prostu na chleb zarabia. Wczoraj na powietrzu było więcej osób z małymi dziećmi, a wieczorem ruszyli rowerzyści. Skończyło się moje bezkarne spacerowani...